» Relacje Cavaliers z Wizards, a sprawa Jamisona... Dla nikogo nie jest już tajemnicą, że Cleveland Cavaliers wyrażają duże zainteresowanie pozyskaniem silnego skrzydłowego Washington Wizards - Antawna Jamisona. Do 'trade deadline' jak za oceanem nazywa się koniec okienka transferowego, pozostał niecały miesiąc. Tak zwane 'transferowe szaleństwo' tak naprawdę dopiero wchodzi w najważniejszą fazę, plotek z każdym dniem będzie przybywać, niektóre będą ewoluować, inne zostaną błyskawicznie zdementowane.
Jest jednak kilka potencjalnych wymian o, których możliwości zrealizowania w niedługim czasie - powszechnie wiadomo. Lakers chcą wykonać 'mały trade', którym wzmocnią niesatysfakcjonująca ich ławkę rezerwowych. Boston Celtics szukają 'doładowania składu' za spadające kontrakty, a Denver Nuggets od miesiąca mówią tylko o dodatkowym podkoszowym do podreperowania rotacji trenera Karla.
Cavaliers rzecz jasna mają na radarze Antawna Jamisona. Co prawda pojawiały się ostatnio różne inne nazwiska, ale to Jamison jest celem numer jeden organizacji z Ohio.
No właśnie, termin "organizacja" jest kluczowy. Oczywiście aby wymiana mogła wejść w życie musi się zgodzić także organizacja Wizards. I tu dochodzimy do sedna sprawy...
Według kilku źródeł z USA, Wizards bardzo nie podoba się, że to właśnie Cavs tak bardzo zależy na Jamisonie. Dodatkowo "Winno-Złoci" mogą wystosować całkiem korzystną, a raczej trzeba dziś powiedzieć - także pomocną (głównie finansowo) ofertę w postaci wygasającej umowy Zydrunasa Ilgauskasa. Do tego są skłonni przemyśleć dodanie "talentu", czyli JJ Hicksona i picku w drafcie.
Skąd więc niechęć "Czarodziejów" do "Kawalerzystów"? Cavaliers i Wizards to wrogowie, drużyny nie darzące się zbytnią sympatią. Dlaczego? Jest to sprawa powszechnie znana.
Najważniejszy powód to taki, że klub z Waszyngtonu ciągle ma w pamięci jak rok po roku LeBron James i spółka eliminowali go w pierwszej rundzie fazy play-off. Play-off'owa seria między tymi ekipami nie mogła być zwykłą serią, właśnie dlatego, że miała miejsce przez trzy lata z rzędu. Wizards umiejętnie nazywają to po dziś dzień per "rivalry".
Fani Cavs takowego określenia jednak nie uznają, argumentując, że nie może być mowy o rywalizacji, wówczas, gdy to jedna drużyna ogrywa drugą za każdym razem. "Rywalizacją" były serie "Jordanowskich Byków" z Pistons czasów "Badboys" i wiele innych, ale nie ta...
Wszystko rozpoczęło się jednak trochę wcześniej, gdy Cleveland Cavaliers latem 2005 roku, poprzez rynek wolnych agentów "wyrwali" Wizards ich czołowego gracza, Larry'ego Hughesa. Od tego czasu stosunki między klubami są nie najlepsze, a przecież zaledwie kilka miesięcy później miała już miejsce pierwsza część playoffowej trylogii...
Celujący nawet w Finały Konferencji Wschodniej, Wizards, nie sprostali na wiosnę 2006 roku, młodziutkiemu LeBronowi - debiutującemu w PO oraz jego Cavs i zakończyli swój sezon. Rok później zdziesiątkowana ekipa z D.C nie miała już żadnych szans i przepadła "sweepem".
Najgorętsza była jednak ostatnia seria, z 2008 roku. Wzajemne prowokacje słowne, wyzywające gesty, koszulki, 'dissujące' utwory muzyczne - wreszcie boiskowe przepychanki, dużo fauli technicznych, niesportowych - wykluczenia, zawieszenia.
LeBron James i DeShawn Stevenson (z prawej) podczas meczu numer cztery, serii Cleveland Cavaliers - Washington Wizards w 2008 roku.
Efekt? Ciągle ten sam, Cavs ponad Wizards. W kolejnym roku, głównie przez kontuzje Washington nie liczył się nawet w walce o Playoffs, był na dnie tabeli. Teraz też nie jest w najlepszej sytuacji sportowej, dodatkowo zmarł Abe Pollin - długoletni właściciel klubu, a organizacja przez wybryki swoich graczy jest, czy chce, czy nie - zamieszana w konflikty z prawem.
Klub ze stolicy USA najprawdopodobniej pójdzie w stronę przebudowy składu. Chodzą jednak głosy, że są w stanie - teoretycznie wbrew rozsądkowi, zrzekając się profitów z tej wymiany - nie dopuścić do transferu. Dla Wizards ma być nie do przyjęcia fakt, że ich wróg na, którym do dziś się nie zemścili - stanie się jeszcze silniejszy, przy ich jakby nie patrzeć... pomocy.
Aha i najważniejsze. To tylko kolejny przykład jak szybko wszystko się w NBA zmienia. Anonimowe źródła donoszą rozmaite newsy praktycznie co dziennie. Równie dobrze za 5 godzin w świat może pójść wiadomość o tym, że Jamison trafił do Cavs. Nie sugerujmy się więc kolejnymi doniesieniami jako formą ostateczną i niepodważalną.
Do tej wiadomości nie dodano jeszcze żadnego komentarza.
Serwis Cavs.e-nba.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy! Zastrzega sobie jednak prawo do ich edycji, kasowania, a także banowania ich autorów.